środa, 16 lipca 2014

Rozdział I

Jechał już kilka godzin, co jakiś czas zatrzymując się, żeby podziwiać piękne widoki Misterii. Wielohektarowe pola i łąki, rozległe i dzikie lasy,a w oddali olbrzymie Góry Terbijskie.
Po chwili odpoczynku wyruszył przed siebie. Zanim się obejrzał znalazł się w lesie. Musiał być ostrożny, ponieważ był tam sam,a  w tych lasach mieszkają łotrzyki, którzy tylko czekają na takich jak on. Jechał szybko z nadzieją. że mu się poszczęści i nikogo nie spotka.
Nagle coś śmigło mu przed oczyma. W tym samym momencie jego koń się spłoszył i zaczął wierzgać przednimi kopytami. Masahiko ledwo utrzymał się w siodle. Kiedy uspokoił konia spostrzegł co przed chwilą go tak wystraszyło. W drzewie, na wysokości jego głowy, była wbita strzała. Ale to nie była strzała, jakich używano na zamku. To była strzała ludzi, którzy zamieszkiwali tutejsze lasy. Książę zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ludzi, którzy go napadli.
- Wychodź.! - krzyknął - Oddam pieniądze, tylko pozwólcie mi przejechać dalej.
Nagle usłyszał szmer i z drzewa zeskoczyła chuda postać. Leśny człowiek miał potargane czarne włosy sięgające ramion, lnianą, podartą i brudna tunikę przewiązaną paskiem i pomalowaną twarz oraz łuk i strzały w kołczanie umocowanym do pleców. Łuk był naciągnięty, a strzała mierzyła prosto w niego.
- Pieniądze i koń. - powiedział leśny mieszkaniec.
-Ten głos...to nie może być prawda... Ty jesteś dziewczyną. - powiedział książę z nie dowierzaniem. - Co dziewczyna robi tutaj sama.? Jestem Mosahiko, a Ciebie jak zwą.? I przestań we mnie celować. - rozkazał.
- Nie obchodzi mnie twoje imię i nie jestem damą, którą trzeba ratować. Mierzę w Ciebie, żeby Cię okraść, księże.
- Jesteś dziewczyną. Sądzisz, że sobie ze mną poradzisz.? - powiedział chłopak zeskakując z konia i wyjmując miecz z pochwy.
Dziewczyna cofnęła się, ale nie opuściła łuku. Naprężyła go mocniej i przygotowała się do strzału. Chłopak zamachnął się i ruszył na nią z mieczem, wtedy dziewczyna wypuściła strzałę, która trafiła prosto w ramie chłopaka. Miecz wypadł z jego ręki a on jękną z bólu uklęknął. Gdy spojrzał na dziewczynę ta miała już przygotowaną kolejną strzałę i była gotowa do ataku. Jej  niebieskie oczy uważnie obserwowały swoja ofiarę.
- Pieniądze i koń. - powtórzyła chłodno.
Ranny nic nie mówić odwiązał sakiewkę z monetami i rzucił ją w stronę dziewczyny. Ta podniosła ją i poszła w stronę konia.
- Miecz pozwolę Ci zatrzymać. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Niezgrabnie wsiadła na konia i zniknęła w gęstwinach lasu. Młody książę był wstrząśnięty tym, że pokonała go dziewczyna. Po za tym został okradziony. Czy ona nie wiedziała kim on jest.? Przecież nazwała go księciem. Musiałą wiedzieć. Chłopak wstał i zataczając się ruszył naprzód. Po krótkiej i wyczerpującej wędrówce zatrzymał się by odpocząć i opatrzyć ranę. Wyszarpnąłwszy wcześniej złamaną krótko przy skórze strzałę urwał kawałek swojej szaty by założyć opatrunek. Gdy tak siedział pod drzewem i usiłował zatrzymać krwawienie usłyszał hałas dochodzący z pobliskich krzaków. Przestraszył się myśli, że to może jacyś łotrzy, którzy nie mając go z czego okraść po prostu go zabiją. Chwycił za miecz, ale nie mogąc go podnieść ranną, prawą ręką niezgrabnie pochwycił go lewą. Przygotowany do obrony czekał na łotrów, ale zamiast nich zobaczył wychodzącego z krzaków dzika. Poczuł ulgę, ze to tylko dzik. Gdy jednak opuścił mierz zwierze zwróciło na niego uwagę. Dzik przypatrywał się księciu i nie spodziewanie ruszył do ataku. Chłopak wyciągnął rękę z mieczem i czekał aż ten wystarczająco się zbliży.
W odległości około 2,5 metrów od niego dzik zatrzymał się i upadł. Dopiero po chwili Masahiko zauważył, ze w ciele dzika tkwiły cztery strzały. chłopak zaczął rozglądać się w poszukiwaniu wybawiciela. Wtedy zobaczył coś co go bardzo zaskoczyło.
- Co ty tu robisz.?
- Chyba powinieneś podziękować. - odparła dziewczyna siedząca na koniu.
- Najpierw mnie okradasz,a  teraz chcesz, żebym Ci dziękował.?
- Uratowałam Ci życie...ten dzik mógł Cię zabić.
- Sądzisz, że bym sobie nie poradził.? Po za tym dlaczego wróciłaś.?
- Usłyszałam twój słodki głosik wołający o pomoc i nie mogłam się powstrzymać, żeby Cię nie uratować, My Lady. - powiedziała kłaniając się teatralnie po czym zaniosła się śmiechem.
- Jestem księciem, a nie księżniczką. Już miałem Ci podziękować...Po za tym nie wołałem o pomoc. - żąchnął się chłopak.
Dziewczyna śmiała się tak mocno, że prawie spadła z konia. Popatrzyła na niego swoimi niebieskimi oczyma i uśmiechnęła się szyderczo.
- Taka szarooka blondynka jak ty potrzebuje pomocy. - powiedziała pokazując mu język.
Chłopak naburmuszył się, ale nic nie odpowiedział bo dziewczyna miała rację. Sam, bez konia, jedzenia, pieniędzy, a do tego ranny nie da sobie rady w lesie.
- W takim razie powiedz mi jak masz na imię. Chyba mam prawo znać imię mojego wybawiciela, znaczy wybawicielki. - powiedział z godnością księcia patrząc na nią.
- Shizuko, My Lady.


*****************************

Jeśli przeczytaliście i wam się spodobało to polecajcie znajomym,a  przy okazji komentujcie. :D 
Motywacji nigdy za mało. :D
Jeśli nowy rozdział nie pojawi się do soboty to dopiero za tydzień lub dłużej ale wtedy pojawi się ich kilka na raz bo wyjeżdżam na wakacje i nie będę miała internetu, ale pomysły zawsze zapisuję najpierw w zeszycie. :D 
Zostaw komentarz. :D

Prolog

Jak zwykle nie mógł spać, więc wyszedł z komnaty by po przechadzać się po zamku. Tej nocy spotkał kilka osób ze służby, które kłaniały mu się i pospiesznie odchodziły. Wrócił do swojej komnaty i po około 40 min zasnął. Rano obudziło go zamieszanie na zewnątrz, więc czym prędzej ubrał się i wyszedł sprawdzić co się stało. Kiedy doszedł do Sali Głównej usłyszał podniesione głosy. Wchodząc usłyszał :
- Król umarł, a raczej został zamordowany. Teraz najważniejsze jest ustalenie kto dopuścił się tej zbrodni...
Zebrani zamilkli, gdy zobaczyli księcia wchodzącego do sali.
- Ojciec umarł.? - Masahiko nie mógł uwierzyć w to co usłyszał.
Zapadała cisza, którą po chwili przerwała królowa.
- Wiedziałam...to ty go zabiłeś. Od dawna to planowałeś.
Książę nie wiedział co powiedzieć na oskarżenia, które właśnie padły z ust jego matki.
- Chciałeś być królem...co noc chodziłeś po zamku, ale dzisiaj w końcu to zrobiłeś..
- Matko...
- Nie przerywaj mi.! Jesteś mordercą.! 
Masahiko nie mógł uwierzyć. Jego własna matka oskarżała go o zabójstwo ojca.
- Przecież mam jeszcze starszego brata. To on będzie teraz królem, a nie ja.
- Chcesz zabić także swojego brata.? - Krzyknęła królowa.
- Oczywiście, że nie.
- Masz ostatnią szansę, żeby się przyznać... Jutro rano będzie miał miejsce twój osąd.
- Co.? Przecież jestem niewinny. Nie zabiłem ojca...
- Zamilcz.!
Na sali panowała całkowita cisza. Nikt oprócz księcia nie zauważył, że oczy jego matki ogarnięte są szaleństwem. Ministrowie zebrani w sali czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Masahiko nie czekając dłużej, wyszedł z sali i udał się do swojej komnaty.
Wiedział jak będzie wyglądał jego jutrzejszy osąd. Nie dadzą mu możliwość wytłumaczenia się. Wyrok jest już znany przed rozpoczęciem rozprawy - książę zginie posądzony o królobójstwo lub, gdy sąd będzie łaskawy, zostanie wygnany. Wiedział, że to co robi w tej chwili nie pomoże oczyścić się z zarzutów, ale musiał uciec jak najdalej jeśli nie chciał zginąć. Miał dopiero 19 lat, całe życie było jeszcze przed nim.
Spakował do torby ciuchy na zmianę, poszedł do kuchni, gdzie zjadł szybki posiłek i spakował trochę jedzenia na później. Pieniądze schował do sakwy i przywiązał ją sobie do paska obok miecza. Poszedł do stajni i kazał osiodłać konia. Gdy wierzchowiec był już gotowy Masahiko wyjechał z terenu zamku.
Tak zaczyna się jego podróż do idealnego świata.


**************************************


Proszę komentować, nawet nie wiecie jaka to motywacja. :D
Postaram się umieścić następne rozdziały jak najszybciej.