Jechał już kilka godzin, co jakiś czas zatrzymując się, żeby podziwiać piękne widoki Misterii. Wielohektarowe pola i łąki, rozległe i dzikie lasy,a w oddali olbrzymie Góry Terbijskie.
Po chwili odpoczynku wyruszył przed siebie. Zanim się obejrzał znalazł się w lesie. Musiał być ostrożny, ponieważ był tam sam,a w tych lasach mieszkają łotrzyki, którzy tylko czekają na takich jak on. Jechał szybko z nadzieją. że mu się poszczęści i nikogo nie spotka.Nagle coś śmigło mu przed oczyma. W tym samym momencie jego koń się spłoszył i zaczął wierzgać przednimi kopytami. Masahiko ledwo utrzymał się w siodle. Kiedy uspokoił konia spostrzegł co przed chwilą go tak wystraszyło. W drzewie, na wysokości jego głowy, była wbita strzała. Ale to nie była strzała, jakich używano na zamku. To była strzała ludzi, którzy zamieszkiwali tutejsze lasy. Książę zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ludzi, którzy go napadli.
- Wychodź.! - krzyknął - Oddam pieniądze, tylko pozwólcie mi przejechać dalej.
Nagle usłyszał szmer i z drzewa zeskoczyła chuda postać. Leśny człowiek miał potargane czarne włosy sięgające ramion, lnianą, podartą i brudna tunikę przewiązaną paskiem i pomalowaną twarz oraz łuk i strzały w kołczanie umocowanym do pleców. Łuk był naciągnięty, a strzała mierzyła prosto w niego.
- Pieniądze i koń. - powiedział leśny mieszkaniec.
-Ten głos...to nie może być prawda... Ty jesteś dziewczyną. - powiedział książę z nie dowierzaniem. - Co dziewczyna robi tutaj sama.? Jestem Mosahiko, a Ciebie jak zwą.? I przestań we mnie celować. - rozkazał.
- Nie obchodzi mnie twoje imię i nie jestem damą, którą trzeba ratować. Mierzę w Ciebie, żeby Cię okraść, księże.
- Jesteś dziewczyną. Sądzisz, że sobie ze mną poradzisz.? - powiedział chłopak zeskakując z konia i wyjmując miecz z pochwy.
Dziewczyna cofnęła się, ale nie opuściła łuku. Naprężyła go mocniej i przygotowała się do strzału. Chłopak zamachnął się i ruszył na nią z mieczem, wtedy dziewczyna wypuściła strzałę, która trafiła prosto w ramie chłopaka. Miecz wypadł z jego ręki a on jękną z bólu uklęknął. Gdy spojrzał na dziewczynę ta miała już przygotowaną kolejną strzałę i była gotowa do ataku. Jej niebieskie oczy uważnie obserwowały swoja ofiarę.
- Pieniądze i koń. - powtórzyła chłodno.
Ranny nic nie mówić odwiązał sakiewkę z monetami i rzucił ją w stronę dziewczyny. Ta podniosła ją i poszła w stronę konia.
- Miecz pozwolę Ci zatrzymać. - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Niezgrabnie wsiadła na konia i zniknęła w gęstwinach lasu. Młody książę był wstrząśnięty tym, że pokonała go dziewczyna. Po za tym został okradziony. Czy ona nie wiedziała kim on jest.? Przecież nazwała go księciem. Musiałą wiedzieć. Chłopak wstał i zataczając się ruszył naprzód. Po krótkiej i wyczerpującej wędrówce zatrzymał się by odpocząć i opatrzyć ranę. Wyszarpnąłwszy wcześniej złamaną krótko przy skórze strzałę urwał kawałek swojej szaty by założyć opatrunek. Gdy tak siedział pod drzewem i usiłował zatrzymać krwawienie usłyszał hałas dochodzący z pobliskich krzaków. Przestraszył się myśli, że to może jacyś łotrzy, którzy nie mając go z czego okraść po prostu go zabiją. Chwycił za miecz, ale nie mogąc go podnieść ranną, prawą ręką niezgrabnie pochwycił go lewą. Przygotowany do obrony czekał na łotrów, ale zamiast nich zobaczył wychodzącego z krzaków dzika. Poczuł ulgę, ze to tylko dzik. Gdy jednak opuścił mierz zwierze zwróciło na niego uwagę. Dzik przypatrywał się księciu i nie spodziewanie ruszył do ataku. Chłopak wyciągnął rękę z mieczem i czekał aż ten wystarczająco się zbliży.
W odległości około 2,5 metrów od niego dzik zatrzymał się i upadł. Dopiero po chwili Masahiko zauważył, ze w ciele dzika tkwiły cztery strzały. chłopak zaczął rozglądać się w poszukiwaniu wybawiciela. Wtedy zobaczył coś co go bardzo zaskoczyło.
- Co ty tu robisz.?
- Chyba powinieneś podziękować. - odparła dziewczyna siedząca na koniu.
- Najpierw mnie okradasz,a teraz chcesz, żebym Ci dziękował.?
- Uratowałam Ci życie...ten dzik mógł Cię zabić.
- Sądzisz, że bym sobie nie poradził.? Po za tym dlaczego wróciłaś.?
- Usłyszałam twój słodki głosik wołający o pomoc i nie mogłam się powstrzymać, żeby Cię nie uratować, My Lady. - powiedziała kłaniając się teatralnie po czym zaniosła się śmiechem.
- Jestem księciem, a nie księżniczką. Już miałem Ci podziękować...Po za tym nie wołałem o pomoc. - żąchnął się chłopak.
Dziewczyna śmiała się tak mocno, że prawie spadła z konia. Popatrzyła na niego swoimi niebieskimi oczyma i uśmiechnęła się szyderczo.
- Taka szarooka blondynka jak ty potrzebuje pomocy. - powiedziała pokazując mu język.
Chłopak naburmuszył się, ale nic nie odpowiedział bo dziewczyna miała rację. Sam, bez konia, jedzenia, pieniędzy, a do tego ranny nie da sobie rady w lesie.
- W takim razie powiedz mi jak masz na imię. Chyba mam prawo znać imię mojego wybawiciela, znaczy wybawicielki. - powiedział z godnością księcia patrząc na nią.
- Shizuko, My Lady.
*****************************
Jeśli przeczytaliście i wam się spodobało to polecajcie znajomym,a przy okazji komentujcie. :D
Motywacji nigdy za mało. :D
Jeśli nowy rozdział nie pojawi się do soboty to dopiero za tydzień lub dłużej ale wtedy pojawi się ich kilka na raz bo wyjeżdżam na wakacje i nie będę miała internetu, ale pomysły zawsze zapisuję najpierw w zeszycie. :D
Zostaw komentarz. :D
Ciekawe... czekam na rozwój akcji ;)
OdpowiedzUsuń